Dominacja (2002-2006)

Najpiękniejszy futbol w historii

Po wspaniałym sezonie 2001/02, w którym Arsenal po raz trzeci w swojej historii zdobył dublet, czyli Mistrzostwo i Puchar kraju wydawało się, że nic nie jest w stanie powstrzymać „Kanonierów” przed kolejnymi sukcesami i tak w istocie było. To, co jednak było najważniejsze, to sposób gry zespołu prowadzonego przez Arsene Wengera, a ten zapierał dech w piersiach.

Arsenal grał niezwykle szybko i porażająco skutecznie, a przy tym przepięknie, na co niemal żaden rywal nie potrafił znaleźć skutecznej odpowiedzi. Sam Liam Brady uważał, iż jeszcze nigdy żaden zespół Arsenalu nie potrafił grać tak perfekcyjnie i doskonale.Sezon 2002/03 był jednak rozczarowaniem, a to za sprawą utraty mistrzostwa Anglii w ostatnich tygodniach rozgrywek. Przez cały niemal sezon „Kanonierzy” dominowali i demolowali rywali swoim futbolem nie z tej planety, a jednak kontuzje na finiszu sezonu sprawiły, iż tytuł niespodziewanie powędrował na Old Trafford.

Jest jednak kilka spotkań z tego sezonu wartych odnotowania. Już w sierpniu Arsenal rozniósł na Highbury West Bromwich Albion 5:2, a bramki strzelali m.in. nasi boczni obrońcy Lauren i Ashley Cole. Swoje trafienie zaliczył również wtedy Jeremie Aliadiere. 28 września „Kanonierzy” wybrali się na Elland Road by podjąć rywalizację w Leeds United. Podopieczni Arsene Wengera w 100% wykonali założenia i rozjechali rywali niczym walec, wygrywając 4:1.

Dwie bramki strzelił Nwankwo Kanu, a wszystkie cztery padły po wspaniałych akcjach naszych zawodników.16 listopada na Highbury przyjechał Tottenham i wyjechał z niczym, no może poza bagażem trzech bramek. Jedna z nich, ta strzelona przez Thierry’ego Henry została wybrana potem na bramką całego sezonu w angielskiej Premier League. Francuz przyjął piłkę kilka metrów przed swoim polem karnym, a następnie przebiegł w pełnym tempie niemal całe boisko, by przed polem karnym… Tottenhamu minąć dwóch obrońców i umieścić piłkę fantastycznym strzałem z lewej nogi w rogu bramki Spurs. To jeden z najpiękniejszych goli w historii naszego Klubu i angielskiej Premier League.

O ile w Premiership Arsenal zawiódł zajmując ‚tylko’ 2 miejsce, o tyle Puchar Anglii był już nasz. W drodze do wielkiego finału FA Cup „Kanonierzy” odprawili z kwitkiem m.in. Manchester United wygrywając na Old Trafford 2:0 i Chelsea, którą pokonali na Stamford Bridge 3:1. W wielkim finale na przeciwko naszych graczy stanęli zawodnicy Southampton. Mecz nie był porywającym widowiskiem, ale zakończył się wygraną 1:0 Arsenalu, po golu Roberta Piresa. Takim sposobem team Arsene Wengera drugi rok z rzędu zdobył Puchar Anglii.

fa_cup_2003 fa_cup_2003

Niepokonani

Po sezonie 2002/03 pozostał spory niedosyt i widać było ogromną determinację w zespole, aby kolejny był lepszy. Arsene Wenger wymienił tylko bramkarzy, Davida Seamana zastąpił doświadczony Niemiec Jens Lehmann. Innych wielkich transferów nie było. Potem okazało się, iż zmiany faktycznie nie były potrzebne, gdyż w tym sezonie – 2003/2004 – Arsenal nadal grał wspaniały, porywający i skuteczny futbol, przede wszystkim jednak team miał charakter, który pozwolił odnieść nadzwyczajny sukces, a mianowicie zaowocował zdobyciem mistrzostwa Anglii bez choćby jednej porażki! „Kanonierzy” w drodze po tytuł, który zapewnili sobie na White Hart Lane, wygrali 26 spotkań, zremisowali 12 i nie przegrali żadnego.

Ostatni raz mistrzostwo bez choćby jednej porażki zdobył zespół Preston North End w sezonie…1888/89, tyle tylko że wtedy wystarczyło nie przegrać 22 meczów, a teraz aż 38.Od początku rozgrywek sezonu 2003/04 „Kanonierzy” dominowali, nie dając kolejnym rywalom złudzeń kto jest lepszy. Prawdopodobnie kluczowy był pojedynek z Manchesterem United na Old Trafford we wrześniu 2003 roku, gdy Arsenal zremisował 0:0, po tym jak Ruud van Nistelrooy nie wykorzystał rzutu karnego w 90. minucie meczu.

Wiele spadło słów krytyki na drużynę Arsene Wengera po tym pojedynku, tyle tylko, że ona jeszcze bardziej wzmocniła zespół. Po wizycie na Old Trafford „Kanonierów” czekały trzy arcytrudne spotkania, które ukazały siłę Arsenalu. Najpierw wygrana 3:2 nad Newcastle, okupiona trzema kontuzjami: Vieiry, Cole’a i Ljungberga. Potem kapitalny mecz na Anfield Road i wygrana nad Liverpoolem 2:1, zwycięskiego gola strzelił niesamowitym strzałem zza pola karnego Robert Pires. W końcu spotkanie na Highbury z Chelsea również zakończone zwycięstwem 2:1.

Te trzy mecze wywindowały „Kanonierów” na czoło tabeli, na którym pozostali oni już do końca rozgrywek.

Kluczowe w drodze do tytułu były jeszcze dwa wiosenne spotkania. Najpierw 21 lutego 2004 roku, Arsenal pokonał na Stamford Bridge Chelsea 2:1, pomimo iż już w 27 sekundzie Eidur Gudjohnsen strzelił bramkę na 1:0 dla „The Blues”. Później jednak gole strzelali już tylko „Kanonierzy”. Najpierw wyrównał Patrick Vieira, a gola na wagę trzech punktów strzelił Edu. Arsenal był na czele już po kilkunastu minutach. Drugim niezwykle ważnym meczem było spotkanie z Liverpoolem, 9 kwietnia na Highbury. Mecz ten odbył się kilka dni po odpadnięciu naszej drużyny z Ligi Mistrzów i Pucharu Anglii, więc zespół był w fatalnych nastrojach. Do przerwy gra była kiepska i „The Reds” prowadzili 2:1. Drugie 45 minut to jednak popis gry całego zespołu, trzy wspaniałe bramki i przede wszystkim kapitalny gol Thierry’ego Henry, który przebiegł pół boiska, minął trzech defensorów rywali i posłał piłkę obok bezradnego Jerzego Dudka. Tytuł jak już mówiliśmy zapewniliśmy sobie na White Hart Lane, remisując z Tottenhamem 2:2. To drugie mistrzostwo w ciągu trzech lat i czwarte trofeum Arsene Wengera w tym okresie, w dodatku zdobyte w stylu… nie do opisania żadnymi słowami.

unbeaten_01 Soccer - FA Barclaycard Premiership - Arsenal v Leicester City fa_cup_2003

 

 

„Kanonierzy” chcieli jednak zdobyć więcej pucharów. W marcu wydawało się, że zespół Arsene Wengera jest w stanie zdobyć potrójną koronę. Wszystkie plany jednak wzięły w łeb w ciągu zaledwie trzech dni. Najpierw Man United wyeliminował nas z Pucharu Anglii wygrywając w półfinale 1:0, mimo iż to Arsenal miał miażdżącą przewagę w tym spotkaniu. Kilka dni później w rewanżowym meczu 1/4 finału Champions League lepsza od Arsenalu była Chelsea, która wygrała na Highbury 2:1. Do przerwy „Kanonierzy” dominowali i prowadzili 1:0, druga połowa to jednak słabsza gra Arsenalu wynikająca ze zmęczenia i dwie bramki dla gości.

Highbury było w szoku, który minął jak już wspominaliśmy dopiero w spotkaniu z Liverpoolem.Wartymi do opisania spotkaniami z Ligi Mistrzów z tego sezonu były dwa pojedynki grupowe z Interem Mediolan. We wrześniu 2003 roku Mediolańczycy przyjechali na Highbury i sprawili nie lada niespodziankę wygrywając gładko 3:0. Rewanż miał miejsce na San Siro w listopadzie. Aby zachować nadzieje na wyjście z grupy musieliśmy tam wygrać. Tak też się stało, a styl gry i wynik przeszedł najśmielsze oczekiwania. Prawdziwym bohaterem starcia był Thierry Henry. Francuz strzelił dwa kapitalne gola, przy kolejnych dwóch zaliczając asysty. Wynik meczu mówi sam za siebie – 5:1. To bez wątpienia jedna z najwspanialszych wygranych „Kanonierów” w historii.

49 Meczów bez porażki – Rekord Wszechczasów

A teraz nieco o serii Arsenalu 49 meczów bez porażki w najwyżej klasie rozgrywkowej w Anglii, czyli Premier League. Od maja 2003 roku do października 2004 roku nie znalazł się mocny team na drużynę prowadzoną przez Arsene Wengera. Przez ponad 17 miesięcy „Kanonierzy” byli nie do pokonania odprawiając kolejnych rywali z kwitkiem. Wszystko zaczęło się spotkaniem z Southampton wygranym 6:1 a zakończyło porażką z Manchesterem United na Old Trafford 0:2. Ostatnim meczem tego rekordu było zwycięstwo 3:1 nad Aston Villą.

Po drodze jednak było wiele fantastycznych spotkań. O wielu już pisaliśmy, jak te z Liverpoolem czy Chelsea. Jednak warte odnotowania jest spotkanie z Middlesbrough w sierpniu 2004 roku. Było to spotkanie numer 42. tej serii. Goście nie grali przez większość pierwszej połowy nic szczególnego, a jednak był remis 1:1 po 45 minutach. Początek drugiej połowy, to prawdziwy szok na Highbury, dwa gole dla Boro i prowadzenie gości 3:1. Wydawało się, że wszystko się skończy. A jednak właśnie wtedy dał o sobie znać maestro Dennis Bergkamp, który podniósł zespół z kolan. W ciągu 10 minut Arsenal strzelił trzy kapitalne gole i wyszedł na prowadzenie! Najpierw Bergkamp zdobył kontaktowego gola, potem rezerwowy Robert Pires doprowadził do remisu i w końcu, po kilkudziesięciu sekundach od bramki Francuza, do siatki trafił Jose Antonio Reyes. Ten mecz ukazał siłę i charakter „Kanonierów”. Śmiało można go pokazywać jako reklamówkę futbolu totalnego, wyznawanego przez Arsene Wengera. Mecz ten zakończył się wygraną 5:3.

fa_cup_2003 fa_cup_2003 fa_cup_2003 fa_cup_2003

Kolejny Puchar Anglii

Wydawało się, że sezon 2004/2005 będzie równie udany jak poprzedni. Początek rozgrywek to olbrzymia przewaga Arsenalu nad resztą stawki, co widać było po rozmiarach zwycięskich spotkań: 4-1 nad Evertonem, 5-3 nad M’brough, 3-0 nad Blackburn, 4-1 nad Norwich, 3-0 nad Fulham czy 4-0 nad Charltonem. Dominacja Arsenalu była olbrzymia, wszystko jednak pękło 24 października na Old Trafford. Wtedy to sędzia Mike Riley podarował „Czerwonym Diabłom” wygraną nad Arsenalem, która całkowicie zmieniła losy sezonu, po tym meczu już nigdy „Kanonierzy” nie grali tak jak wcześniej.Kapitalne zawody oglądaliśmy 13 listopada na White Hart Lane. Tottenham walczył jak lew z Arsenalem a jednak poległ na własnym terenie 4:5. 12 grudnia bez Patricka Vieiry i Gilberto Silvy, na środku pomocy z młodym Fabregasem i Flaminim, podejmowaliśmy na Highbury Chelsea, która była naszym najgroźniejszym rywalem w walce o tytuł. Dwa gole Henry’ego na niewiele się zdały i zremisowaliśmy tylko 2:2. W pamięci kibiców pozostanie na pewno przedostatni mecz tego sezonu, czyli wygrana 7:0 nad Evertonem, po znakomitym spotkaniu obfitującym w sztuczki techniczne i wspaniałe akcje. Wyróżniającym się graczem w tym pojedynku był Dennis Bergkamp, który kilka dni później przedłużył kontrakt z Klubem z Highbury.Jeśli na postawę „Kanonierów” w Premier League w tamtym sezonie możemy narzekać o tyle na grę w Pucharze Anglii już nie. Podopieczni Arsene Wengera w rozgrywkach tych grali dużo lepiej i bez większych problemów awansowali do wielkiego finału po drodze eliminując Stoke City, Wolves, Sheffield Utd, Bolton i Blackburn. W ostatnim, decydującym spotkaniu przeciwnikiem Arsenalu był Manchester United, który również za wszelką cenę chciał wygrać to trofeum. Niestety w meczu tym zabrakło Thierry’ego Henry, który borykał się z kontuzją, co znacznie osłabiło siłę ognia „Kanonierów”. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, pomimo ciągłego naporu ze strony „Czerwonych Diabłów” i o zwycięstwie zadecydowały rzuty karne, które lepiej egzekwowali zawodnicy Wengera i dzięki temu mogli świętować zdobycie 10. Pucharu Anglii w historii Klubu i czwartego pod wodzą francuskiego menedżera. Ostatnie, kluczowe, trafienie było dziełem kapitana Patricka Vieiry. Jak się okazało było to ostatnio kopnięcie piłki Francuza w barwach Arsenalu, gdyż latem tego roku przeniósł się on, po wspaniałych 9 lat na Highbury, do Juventusu Turyn. Arsene Wenger miał już jednak jego następcę, którym został młody 18-letni Francesc Fabregas. Gwiazda młodego Hiszpana rozbłysła na dobre w kolejnym sezonie.

fa_cup_2005_01[1]

Występów w Champions League, jak co roku zresztą, również nie ma co wspominać. O ile w sezonie 2003/04 doszliśmy do 1/4 finału, o tyle w rozgrywkach 2004/05 odpadliśmy już w 1/8 finału. Pogromcą Arsenalu został Bayern Monachium. Na uwagę zasługuje jedynie spotkanie z Rosenborgiem Trondheim na Highbury, w fazie grupowej, wygrane 5:1. Z bardzo dobrej strony w tym meczu pokazali się Fabregas oraz van Persie, którzy zdobyli po jednym golu. Już wkrótce to oni stanowić mieli o losach ponad 120-letniego Klubu.

Pożegnanie z Highbury

Kolejny sezon – 2005/06 – okazał się być niezwykle sentymentalnym, a wiązało się to z faktem, iż „Kanonierzy” po tym sezonie mieli przenieść się z 38 tys. Highbury na 60 tys. Emirates Stadium, a także z powodu zakończenia kariery piłkarskiej przez legendę Arsenalu – Dennisa Bergkampa. Holender zdecydował się zawiesić ‚buty na kołku’ po wielu latach gry w piłkę, w tym 11 w Arsenalu.W Premier League szło podopiecznym Arsene Wengera jak po grudzie. Wystarczy powiedzieć, że po raz pierwszy pod wodzą Francuza skończyliśmy rozgrywki ligowe poza podium, na czwartym miejscu – na szczęście premiowanym startem w Champions League. Udało sie zająć tę pozycję dosłownie rzutem na taśmę, w ostatniej kolejce. My pokonaliśmy Wigan Athletic 4:2 w ostatnim, historycznym spotkaniu na Highbury, natomiast najgroźniejszy rywal – Tottenham Hotspur przegrał z West Hamem 1:2, co pozwoliło nam wyprzedzić właśnie „Koguty” w tabeli.Z tego sezonu na pewno zapamiętamy fantastycznie styczniowe zwycięstwo nad Middlesbrough 7:0, kiedy to trzy bramki strzelił Henry zostając najlepszym strzelcem Arsenalu w historii w rozgrywkach ligowych, pobijając rekord Cliffa Bastina. Ciekawym widowiskiem były również mecze z Liverpoolem oraz Aston Villą na Highbury. Ten pierwszy mecz zakończył się naszą wygraną2:1, po dwóch trafieniach króla Henry’ego, natomiast drugie spotkanie wygraliśmy gładko 5:0. Jak widać i w tym przeciętnym sezonie udało nam się kilka razy rozbić rywali w pył. Są jeszcze dwa inne mecze godne przypomnienia. W kwietniu kibice Arsenalu urządzili „Dzień Dennisa” na cześć Dennisa Bergkampa, dla którego było to jedno z ostatnich spotkań w barwach „Kanonierów”, którzy wygrali mecz 3:1, a ostatniego gola strzelił właśnie maestro z Holandii. I jeszcze ostatni, historyczny i z wielu powodów niezwykły mecz na Highbury, w ostatniej kolejce, czyli starcie z Wigan, o którym już wspominaliśmy. Arsenal wygrał spotkanie 4:2, chociaż przegrywał już 1:2, a wspaniałego hat-tricka – kolejnego w tym sezonie – ustrzelił Thierry Henry. Po strzeleniu ostatniej bramki z rzutu karnego Francuz symbolicznie ucałował murawę stadionu, na którym rozegrał najlepsze spotkania w karierze.

henry_kiss[1]

Fireworks explode during farewell celebrations at Highbury

Droga do Paryża

Tak naprawdę jednak dopiero w tym sezonie skupiliśmy się głównie na Champions League, co po raz pierwszy w historii Klubu doprowadziło nas do wielkiego finału tych prestiżowych rozgrywek. Trzeba przyznać, że o ile w grupie mieliśmy łatwych rywali, o tyle w fazie pucharowej już nie. Po drodze do finału, który odbył się w Paryżu oprócz wygrywania spotkań, w których skazywani byliśmy na porażkę, ustanowiliśmy kilka fantastycznych rekordów Ligi Mistrzów, m.in. Arsenal jako pierwsza drużyna w historii nie stracił gola w 10 kolejnych spotkaniach, a bramkarze naszego klubu – Manuel Almunia i Jens Lehmann – nie wpuścili żadnej bramki przez blisko 1000 minut! Oczywiście kluczową formacja była eksperymentalnie zestawiona defensywa w składzie Eboue, Toure, Senderos i Flamini. Trzeba jednak oddać, że cała drużyna znakomicie grała w destrukcji, nie można nie docenić roli Gilberto Silvy, który ubezpieczał ofensywnie grających pomocników. Zachowywanie czystych kont w kolejnych meczach nie przeszkadzało nam jednak w graniu efektownego futbolu, do jakiego przyzwyczaił nas Arsenal.W 1/8 finału wyeliminowaliśmy faworyzowany Real Madryt, po pasjonującym dwumeczu, w którym padł jednak tylko jeden gol. Pierwsze starcie odbyło się na Santiago Bernabeu w Madrycie i zakończyło się wygraną Arsenalu 1:0 po solowej akcji Thierry’ego Henry, który w swoim tylu przebiegł z piłką pół boiska mijając kolejnych rywali i strzelając obok Ikera Casillasa. Ten gol właśnie dał nam awans, przede wszystkim jednak umocnił w zawodnikach pewność siebie, że mogą walczyć z najlepszymi mimo kiepskiej postawy w lidze angielskiej. Było to pierwsze, historyczne zwycięstwo angielskiego klubu z Realem Madryt na jego stadionie. Rewanż był jeszcze lepszy i jeszcze ciekawszy, gole jednak nie padły, chociaż Raul trafił w słupek a Jose Reyes w poprzeczkę. Awans do ćwierćfinału stał się faktem.

wenger_ucl[1]

henry_real[1]

Tam na podopiecznych Arsene Wengera czekała już „Stara Dama”, czyli zdecydowany lider włoskiej Serie A – Juventus Turyn z Patrickiem Vieirą w składzie. Pierwszy mecz był niebywałym widowiskiem z happy-endem dla „Kanonierów”. Arsenal wygrał 2:0 przez cały mecz kontrolując bieg wydarzeń i doprowadzając rywali do wściekłości, co zaowocowało dwoma czerwonymi kartkami dla rywali. Pierwszy gol padł pod koniec pierwszej połowy a jego strzelcem był Francesc Fabregas – następca Vieiry. Hiszpan dostał dokładne podanie od Henry’ego i umieścił lekkim, ale mierzonym strzałem piłkę w siatce Buffona. Drugi gol padł w drugiej połowie i był podobny, tyle tylko, że to Fabregas zaliczył asystę przy golu Henry’ego, który mocnym strzałem pod poprzeczkę doprowadził do szaleństwa wszystkich kibiców zgromadzonych na Higbury. Półfinał był na wyciągnięcie ręki. Rewanż na Delle Alpi nie był wielkim widowiskiem i zakończył się bezbramkowym remisem, co dało Arsenalowi przepustkę do gry w półfinale.

fabregas%2001[1]

henry%2004[1]

Tam po raz pierwszy zawodnicy Wengera byli faworytami i nie zawiedli. W pierwszym meczu na Highbury „Kanonierzy” zwyciężyli 1:0 po golu Kolo Toure. W rewanżu padł remis 0:0, pomimo tego iż Villarreal, który był naszym rywalem, miał w 89. minucie rzut karny. Jednak Jens Lehmann obronił jedenastkę wykonywaną przez Juana Riquelme w ten sposób przechodząc do historii Klubu. Jego parada dała nam awans do wielkiego finału. W Paryżu rywalem Arsenalu była wielka, faworyzowana przez wszystkich, FC Barcelona. Od 19. minuty graliśmy w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Jensa Lehmanna. Barcelona nacierała, jednak skazywani na porażkę „Kanonierzy” prowadzili do przerwy po bramce Sola Campbella. Druga połowa to heroiczna walka o utrzymanie korzystnego wyniku zakończona niepowodzeniem. Grająca z przewagą jednego gracza Barcelona atakowała z całą siłą i przyniosło to efekt w ostatnim kwadransie spotkania. Katalończycy strzelili dwa gole i wygrali spotkanie 2:1.

toure_villa[1]

lehmann_villa[1]

ucl_2006_1[1]

 

W spotkaniu grupowym Ligi Mistrzów ze Spartą Praga, które odbyło się 18 października na Letnej, Thierry Henry został najlepszym strzelcem w historii Arsenalu, pobijając rekord Iana Wrighta. Francuski napastnik zdobył dwie bramki, dzięki czemu miał ich na koncie 186, co pozwoliło mu przejść do historii i po zaledwie 9 latach wymazać rekord Wrighta z wszelkich tabel. Łącznie do końca sezonu Henry trafił jeszcze 28 razy i zakończył sezon z niebywałą liczbą 214 bramek.Sezon 2005/06 był pierwszym od czterech lat, w którym „Kanonierzy” nie wygrali żadnego trofeum, jednak siódmym z kolei, w którym zawodnicy Arsene Wengera wystąpili w finale oficjalnych rozgrywek. Był on również początkiem końca ery ‚Invincibles’ oraz zapowiedzią wielkiej rewolucji w zespole i przebudowy składu.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz